Liturgia Dnia

 
Odsłon artykułów:
1501804

„Kto nie życzy zbawienia wszystkim, nie życzy go też sobie.”
W swoim felietonie sprzed miesiąca pt. „Hitler też niech żyje” stwierdziłem, że chciałbym spotkać w niebie wszystkich możliwych łajdaków, nawet Hitlera i Stalina. Wywołało to sporo reakcji, w tym dużo gniewnych. Pewien literat oświadczył mi w liście, że przestaje kupować „Gościa Niedzielnego”. „Widzę, że stał się Pan gorącym orędownikiem teologii liberalnej, której logicznymi konsekwencjami są indyferentyzm religijny i relatywizm moralny. Jeśli ktoś obnosi się z nadzieją, że Hitler będzie zbawiony, to implicite sugeruje ludziom »Róbta, co chceta!«” – napisał. I nieco dalej: „Problem polega na tym, że ja nie chcę spotkać w niebie ani Hitlera, ani Stalina.

Ponieważ łaknę elementarnej sprawiedliwości, muszę się wypisać z waszego towarzystwa”.

Przytaczam te fragmenty, bo dobrze reprezentują główną linię argumentacji „odpłaty”, którą posługują się niektóre osoby religijne, by nie rzec „kościelne”. Z korespondencji wnoszę, że jakaś niebagatelna grupa zaangażowanych katolików żyje sprzecznym z Ewangelią duchem odpłaty i odwetu. Bo jeśli ktoś uważa, że tacy ludzie jak Hitler POWINNI znaleźć się w piekle, to znaczy, że chce czegoś zupełnie innego, niż chce Bóg. Bóg „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4). Czy to Boże pragnienie się zrealizuje, to inna sprawa. Wiele wskazuje na to, że, niestety, niezupełnie się zrealizuje. Sam Jezus w Ewangelii mówi rzeczy, które mogą świadczyć o tym, że piekło puste nie będzie. Mamy wolną wolę i wygląda na to, że wielu ludzi korzysta z niej, do końca opowiadając się przeciw Bogu, a tym samym przeciw sobie.
Św. Faustyna w „Dzienniczku” opisuje piekło jako coś niewyobrażalnie potwornego, co się nigdy nie skończy. I, niestety, nie jest tam pusto. „Jedno zauważyłam, że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło” – stwierdza. I zaznacza, że pisze to z rozkazu Bożego, „aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jako tam jest”.
Podobne doświadczenia miały dzieci z Fatimy. Zarówno one jednak, jak i Faustyna reagują decyzją większej gorliwości w modlitwie i pokucie za nawrócenie grzeszników, żeby tam nie trafili. Nie ma w nich nawet cienia satysfakcji typu „dobrze im tak”. Bo nikt do piekła NIE POWINIEN trafić – ani Hitler, ani Stalin, ani żaden inny drań. Jeśli jednak ktoś tam trafia – to jest to klęska nie tylko jego, lecz po trosze nas wszystkich. Bo mamy wpływ na ludzi, możemy ewangelizować, nastawać w porę, nie w porę, możemy pościć i modlić się, ale możemy też nic nie robić i „łaknąć elementarnej sprawiedliwości”.
W odróżnieniu od autora listu, ja łaknę dla siebie miłosierdzia, a nie sprawiedliwości. Jeśli miałbym otrzymać to, na co zasłużyłem – już po mnie. To nie kokieteria – naprawdę zasługuję na piekło. Ratuje mnie wyłącznie Jezus Chrystus. To On wysłużył wszystkim zbawienie – i bardzo chcę, żeby KAŻDY odwołał się do Niego w ostatniej godzinie. Pan też, panie literat.
Franciszek Kucharczak (Gość Niedzielny 26/2014)